sobota, 12 maja 2012

Trochę historii, czyli jak to kiedyś bywało

Oto jak wyglądały kursy językowe pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy na fali przemian ustrojowych język angielski wyparł język rosyjski:
  • Nie było niczym niezwykłym, że grupa liczyła ponad dwadzieścia osób. Nie było też niczym niezwykłym, że najmłodszy uczestnik grupy miał lat 9 a najstarszy 18.
  • Podręcznika nie można go było kupić, w związku z czym posiał go tylko nauczyciel. Lekcje wyglądały tak, że nauczyciel podawał słówka w czasie lekcji, a pod koniec zajęć dyktował zdania do tłumaczenia. Dyktował- bo o xero wtedy nikt nie słyszał.
  • Kaset do podręcznika nie posiadał nawet nauczyciel,w związku z czym jedynym kontaktem z mówionym angielskim to było słuchanie nauczyciela, który odczytywał całe dialogi. Przez większą część lekcji i tak mówił zresztą po polsku. 
  • Bardzo często jako pracę domową trzeba było nauczyć się dialogu z książki. Do dziś pozostał mi sentyment do czarno-białej książki 'English is Fun', z której niejeden dialog umiałam na pamięć.
  • Nauczyciele byli dosyć przypadkowi i często nie mieli ani kwalifikacji ani zdolności do nauczania języka angielskiego. Bardzo często nie znali znaczenia podstawowych słówek, np. 'enormous' jeden z nauczycieli przetłumaczył jako 'ohydny; szkaradny'. Może dlatego, że tekst był o gorylach:)
  • W szkole państwowej pani od rosyjskiego stała się z dnia na dzień panią od biologii, a nowa pani od angielskiego była żoną pana od historii i nie miała żadnego przygotowania pedagogicznego, tylko jakiś egzamin państwowy. Kto by sobie wtedy zaprzątał głowę jaki to był egzamin.
Jak widać wtedy każdy mógł uczyć. To zupełnie tak jak teraz. Teraz też uczyć każdy może. Tylko że wynagrodzenie i prestiż był zupełnie inny. Niestety...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz